Ludzie zazwyczaj kojarzą dom z bezpieczeństwem, spokojem i prywatnością. Dlatego myśl o intruzie włamującym się do domu może być szczególnie przerażająca.
Niestety, dla pewnej rodziny w amerykańskim mieście Pittsburgh, ich dom przestał być oazą spokoju.
John i Ashley Kennedy mieszkają z dziesięciomiesięcznym dzieckiem. Ich sypialnia znajduje się bezpośrednio pod strychem, gdzie stoi łóżeczko niemowlęce. Do pewnego momentu ich życie było spokojne. Obok mieszkał mężczyzna, który remontował swój dom, ale rodzina rzadko się z nim kontaktowała i nie zwracała na niego uwagi.
Pewnej nocy sytuacja się zmieniła.
Dziwne dźwięki nagle obudziły Johna. Hałas był dość wyraźny i od razu zdał sobie sprawę, że nie dochodzi z ulicy, ale z wnętrza domu.
Wstał z łóżka i zaczął rozglądać się po pokoju. Wkrótce stało się jasne, że dźwięki rzeczywiście dochodzą ze strychu. Co więcej, zauważył dziwne migotanie światła w jednej z rur sufitowych. To całkowicie zaniepokoiło właściciela domu.
Zdezorientowany tym, co się dzieje, John postanowił następnego dnia sprawdzić strych i zainstalować kamery monitorujące.
Jednak to, co zobaczył na nagraniu dzień później, było o wiele bardziej niepokojące, niż mógł sobie wyobrazić.
Kamera uchwyciła ich sąsiada, 69-letniego Roberta Havrillę, krążącego po strychu rodziny Kennedy i sprawdzającego przestrzeń.
Na nagraniu widać również sąsiada trzymającego wiertarkę. Później okazało się, że podczas remontu w swoim domu zainstalował on ruchomą przegrodę między swoim strychem a strychem rodziny Kennedy. Dzięki temu mógł swobodnie wchodzić do ich domu.
To był prawdziwy szok dla Johna i Ashley.
Kiedy John dokładnie obejrzał ścianę oddzielającą domy, odkrył kilka małych otworów. Aby je tymczasowo zamknąć, zatkał je kawałkami papieru i serwetkami.
Prawnik pary, Jack Goodridge, skomentował później sytuację, zauważając, że takie naruszenie prywatności jest głęboko niepokojące.
Robert Havrilla został ostatecznie aresztowany 17 lipca. Oskarżono go o nękanie i wtargnięcie na cudzy teren. Nie przyznaje się jednak do winy.
Prawnik Havrilli oświadczył, że jego klient nie miał złych intencji. Twierdził, że sąsiad przebywał na strychu wyłącznie w celach remontowych i nie miał zamiaru nikogo szpiegować.
Pomimo tych zarzutów rodzina Kennedych ma nadzieję, że sprawa zostanie rozpatrzona sprawiedliwie. Po tych traumatycznych przeżyciach pragną tylko jednego: znów czuć się bezpiecznie we własnym domu i spać spokojnie w nocy.