
Prawie 200 kilometrów na godzinę
Antti natychmiast zaczął gwałtownie nabierać prędkości. Jego ciało spadało z prędkością około 193 km/h. Nie miał na sobie spadochronu ani specjalnego kombinezonu – jedynie gogle i minimalną odzież.
Dla przypadkowego obserwatora wyglądało to jak kompletna katastrofa.
Ale Antti nie miał zamiaru panikować.
Ten skok nie był spontanicznym wyczynem. Sportowiec przygotowywał się do takiego eksperymentu od dawna. Jego celem było przeżycie maksymalnego swobodnego spadku bez ciężkiego sprzętu, jaki zazwyczaj nosi skoczek spadochronowy.
Jednak w swobodnym spadku nie da się zatrzymać ani zatrzymać. Z każdą sekundą ziemia stawała się coraz bliżej.
Tymczasem jego dwaj przyjaciele skoczyli za nim. W przeciwieństwie do Anttiego, mieli spadochrony.
Ich zadanie było niezwykle trudne: złapać spadającego mężczyznę, dopasować się do jego prędkości, złapać go w locie i dopiero wtedy otworzyć spadochrony.
Ale plan omal nie zakończył się tragedią.
Na wysokości około 3000 metrów cała trójka znalazła się uwięziona w gęstej chmurze. Biała mgła całkowicie zasłoniła im widok, a Antti praktycznie zniknął.