Powoli przedzierając się przez śnieg, dostrzegł małe, brązowe stworzenie w pobliżu płotu. Początkowo Allan pomyślał, że to pies, ale gdy podszedł bliżej, zdał sobie sprawę, że to jelonek. Jeleń leżał nieruchomo, niemal zasypany śniegiem.

Allan zamarł. Doskonale rozumiał, jak niebezpieczne mogą być samica łani lub dorosły jeleń, jeśli byli w pobliżu. Każda próba pomocy mogła skończyć się obrażeniami. Nie mógł jednak zostawić jelenia na pastwę losu.

Wróciwszy do domu, mężczyzna zaczął szukać informacji w internecie. Wszystkie rady sprowadzały się do jednego: nie dotykaj dzikiego zwierzęcia i zadzwoń na pogotowie. Jednak z powodu śnieżycy ratownicy odmówili wyjścia do rana.

Zbierając się na odwagę, chwycił młotek i skierował się w stronę ogrodzenia. Ostrożnie, starając się nie spłoszyć zwierzęcia, Allan zaczął rozbierać drewniane deski. Po kilku minutach jelonek był wolny, ale nie miał już sił, by się podnieść.

Wtedy Allan wpadł na inne rozwiązanie. Przyniósł marchewki z kuchni i zaczął układać ścieżkę z resztek jedzenia do stodoły, gdzie mógłby znaleźć schronienie przed wiatrem.