Na początku wyglądało jak zwyczajne pudełko, na wpół zakopane w śniegu przy opustoszałej drodze dojazdowej. W żółtym świetle latarni śnieg powoli padał i nic w tym miejscu nie wydawało się niebezpieczne. Mężczyzna miał właśnie iść dalej, gdy usłyszał ledwo słyszalny elektroniczny sygnał. Spod warstwy lodu dobiegał cienki, przerywany dźwięk.
Ciekawość wzięła górę nad ostrożnością. Strzepnął śnieg z pokrywy i zauważył wytarty symbol – trzy zakrzywione płatki wokół kropki. Symbol wydawał się nieznany, więc nie wzbudził od razu alarmu. Na pudełku nie było adresu ani oznaczeń wysyłkowych – tylko rdza, wgniecenia i małe dziurki w pobliżu zamka. Założył, że ktoś przypadkowo zgubił paczkę i zamiast zostawić znalezisko, zabrał je do domu.
W garażu, w jasnym świetle latarni, pudełko wyglądało o wiele bardziej niepokojąco. Musiał podważyć zamek śrubokrętem. Wewnątrz znajdował się kolejny pojemnik – gładki metalowy cylinder, bez zarysowań i śladów zużycia. Widniał na nim ten sam symbol, tyle że teraz nie było już wątpliwości.