To był symbol zagrożenia radiacyjnego.

Mężczyzna natychmiast wezwał służby ratunkowe i wypowiedział zdanie, które nagle zmieniło przebieg rozmowy:

„Znalazłem metalowy pojemnik ze znakiem promieniowania”.

Nie było syren ani zwykłych radiowozów. Zamiast nich przyjechali specjaliści w kombinezonach ochronnych i nieoznakowanych pojazdach. Jeden z nich wszedł do garażu z urządzeniem. Najpierw dozymetr klikał powoli, potem coraz szybciej. Technik natychmiast się zatrzymał i nakazał nikomu nie zbliżać się.

Za pomocą długich chwytaków umieścili znalezisko w ciężkim, ołowianym pojemniku. Wszystko przebiegło spokojnie i bez paniki, ale atmosfera stawała się coraz bardziej napięta. Jeden ze specjalistów powiedział cicho:

„To nie trafiło tu przypadkiem. Pojemnik był częścią przesyłki”.